Boli. Jak cholera. Wypala mi rękę, ale czuje, że to jest coś czego potrzebuje. Pomimo tego bólu, intensywne ciepło, w środku, w moim sercu, które było tak często zranione, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył pomyślałby że jestem jakimś dziwadłem, ale oni nie rozumieją. Ludzie. To zbyt głupie i zadufane w sobie stworzenia na zrozumienie tego kim byłam. Sama jeszcze o tym dokładnie nie wiedziałam, bo ukrywałam się z tym. Z moich rąk wydobywał się płomień. Nie wiadomo skąd mi się to wzięło, ale ostatnimi czasy się nasiliło. Czasami bałam się samej siebie więc jaki był sens rozpowiadania o moich nadprzyrodzonych, dziwacznych, jak oni to mówią, rzeczach? Oparta o mury ceglanej ściany jakiegoś budynku siedziałam z dłonią wyciągniętą naprzeciwko mej twarzy, która, jak dobrze zdawałam sobie sprawę, nie wyglądała teraz najlepiej. Tusz do rzęs miałam pewnie na całych policzkach, ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Mimo to otarłam twarz rękawem czarnego swetra i pochyliłam głowę do tyłu. Poprawiłam kruczoczarne włosy. Nawet nie wiem czemu to zrobiłam. Wzięłam głęboki oddech i już miałam sięgać po paczkę papierosów, gdy nagle poczułam czyjąś obecność. Spuściłam głowę by zobaczyć kto to i uśmiechnęłam się sarkastycznie. Pojawili się. Mężczyźni w czarnych płaszczach. Przyszli by mnie zabrać.
:: zapoznaj się z regulaminem ::